About books & reviews

No właśnie, ten blog nie miał nigdy być miejscem publikacji stricte politycznych. A że póki co brakuje trochę tematów na konkretniejszą notkę postanowiłem popisać trochę o moim wielkim, aczokolwiek zupełnie nieoryginalnym hobby, jakim jest czytanie książek.

A konkretniej na ścisłym ich aspekcie, czyli recenzjach, a co za tym idzie - kierowanie się nimi przy własnych osądach. Odwołując się do własnych doświadczeń wiem, że są książki, których raczej nie dotknę, ponieważ zostały dostatecznie i merytorycznie zjechane w opiniotwórczych dla mnie mediach, przez równie opiniotwórczych recenzentów. Takimi książkami są np. utwory Masłowskiej, Browna czy też harlequiny. Po prostu. Uznaję, że skoro ktoś ma podobne gusta książkowe co ja tudzież większe doświadczenie z literaturą jako taką, to warto kierować się jego opinią przy doborze lektur.

Spotkałem się zarzutem, że moje podejście jest nieprawidłowe, bo recenzenci i krytycy to przeważnie stertryczali staruszkowie, którym samemu nie udało się osiągnąć sukcesu, więc teraz się mszczą, tak więc ich recenzje są niemiarodajne. No tak. Ale jakoś trudno mi uwierzyć w masowy spisek recenzentów, użytkowników kilku forów i-netowych oraz innych szacownych jednostek ludzkich przy np. książkach Browna, których wielkim fanem stał się ostatnio mój kuzyn.

Lecz kontynuując myśl poprzedniego akapitu - może faktycznie opierając swoje osobiste “bany” na opiniach innych czytelników krzywdzę samego siebie odbierając sobie możliwość przeczytania jakieś dobrej książki? Tak np. było z “Pornografią” Gombrowicza. Mój tata, z którym moje gusta muzyczno - filmowo - książkowe zgadzają się prawie w 100% twierdził, że nie spodoba mi się, tak jak nie spodobała się jemu - zbyt pogmatwana. I o ile przez około pierwszych 50 stron faktycznie ciężko mi szło, to drugą połowę połknąłem na raz, odruchowo. Po prostu, książka wielce mi podpasowała i gdybym jej nie przeczytał, na pewno byłbym uboższy jeżeli chodzi o postrzeganie świata.

Z drugiej strony, ostatnie randez-vous Lewisa z Masłowską potwierdzają moją opinię - obydwoje tej książki nie lubiliśmy nie czytając jej, opierając się na licznych recenzjach i opiniach. Lewis ją przeczytał i jeżeli dobrze zrozumiałem jego relacje, to nie zmienił swojego podejścia do niej zbyt mocno. Więc teoria się sprawdziła. Z drugiej strony, “Wojnę polsko-ruską…” poleca Marcin Świetlicki, którego poezję bardzo lubię i uważam za bardzo dobrą. Zonk?

W wyniku tych przemyśleń postanowiłem się przełamać i zabrać za “Oskara i Panią Różę”. Książkę, która została mi obrzydzona przez medialne promowanie i zachwycanie się. Jednak faktycznie mogło coś fajnego w niej być, no i nie jest zbyt długa - więc w przypadku potwierdzenia mojego dotychczasowego podejścia do niej nie stracę zbyt wiele czasu. I powiem tak - po pierwszych trzech listach stwierdzam, że przynajmiej dobrze się czyta. Zobaczymy jeszcze, czy zostanę nią poruszony. Od tego zależy moje przyszłe podejście do książek hurraoptymistycznie promowanych w mediach, więc gra toczy się o wielką stawkę ;).

Explore posts in the same categories: Książki i Prasa

5 Comments on “About books & reviews”

  1. Lewis Says:

    zacznę od końca - przeczytaj Kwiaty Koranu i dziecko Noego jesli chodzi o Shmitta. A co do Masłoskiej (celowo) - ogólnie nie zmieniłem, ale już nie jestem tak zacietrzewiony w swej opini, ograniczam ją raczej do stwierdzenia, ze to bełkot z domieszką przebłysków humoru.

  2. kurak Says:

    Czyli dodałeś do opinii tylko domieszkę przebłysków humoru ;)
    A mi właśnie nie chodzi o samego Shmitta, tylko konkrtetnie, o książkę. Bo to o niej dużo mówiono, nie o twórczości pisarza ogólnie.

  3. pan Wu Says:

    Masłowska dostała Nike! Chwałcia :P

  4. kurak Says:

    Ekhem, wyraziłbym się dosadniej, ale muszę dbać o kulturę języka na moim własnym blogu - niech to szlag. Masłowska, mój Boże…

  5. magnatka Says:

    Witaj Kuraku! Przypadkiem trafiłam na Twój blog i musze przyznać, że od razu mnie zaciekawił… A jesli chodzi o literaturę to Masłowską, owszem, cztałąm, ale bardziej z ciekawości niż konieczności lansu związanej z ostatnim boomem na nią. Podpisuję sie w 100% pod Twoją opinią o Świetlickim - uwielbiam faceta, myślę, że jeszcze wiele przed nim. Lubię jego poezję ( np. miniatury w stylu “Jaśnieje, ciemnieje” ;) , ale nie gardzę też prozą ( “Dwanaście” to kawał dobrej, pełnej energii treści, szkoda, że tak błaha intryga kryminalna) . I już wiem,że będę tu częściej zaglądać…. Serdecznie pozdrawiam~! ;)

Comment: