The Wall

Poniższy tekst jest czystym, subiektywnym felietonem. Nie należy patrzeć na niego jako zbiór obiektywnych tylko i wyłącznie komentarzy. Dodatkowo autor uważa za ważne wspomnieć, że pisaniu tegoż tekstu towarzyszły mu dźwięki albumu “The Wall” zespołu Pink Floyd. Przypadkiem oczywiście.

Amerykanie stawiają mur, żeby ograniczyć napływ nielegalnych imigrantów z Meksyku do swojego kraju. O tym już chyba wszyscy słyszeli. Podniosły się głosy, jakoby było to zerwanie z odwieczną wizytówką tego kraju jako państwa liberalnego, otwartego i tolerancyjnego.

I tutaj budzą się wątpliwości. Przede wszystkim, czy możemy tak nazywać państwo, które swoją potęgę zbudowało na metodycznym wyniszczaniu i degradowaniu całego narodu, rdzennych mieszkańców Ameryki? Rzadko się o tym mówi, ale naczelny obrońca wolności na świecie bez, pardon my French, “gnojenia” Indian nie byłby tym, czym jest dzisiaj. To po pierwsze.

Po drugie – przecież ograniczenia istniały zawsze. Zwróćcie uwagę na przymiotnik określający imigrantów, przeciwko którym wytoczono oręż muru -” nielegalnych”. Czyżby już wcześniej istnieli na świecie ludzie, którzy nie byli zbyt mile widzianie w ojczyźnie demokracji? Owszem, i ten zabieg jest tylko zostrzeżeniem tejże polityki. Niezbyt zręcznym i pewnie niekoniecznie skutecznym, ale zawsze lepszym, niż pozostawienie sprawy Lotnym Bojówkom Nacjonalistycznym Texasu.

Zresztą, co tam Meksyk! Przecież my, sojusznicy Stanów na kontynencie europejskim, też do niedawna mieliśmy poważne problemy w dostaniu się do Ziemi Obiecanej. I do teraz nie jest to takie łatwe. A przecież wśród “narodów – założycieli” Ameryki także znajduje się naród polski. Pomimo tego nie byliśmy traktowani jako godni dostąpienia uczestnictwa w Wielkim Dziele Równości i Wolności bez ograniczeń. Pewnie, Polak który wyjechał do USA nie był kimś niezwykłym – ale i w Meksyku na pewno da się dzisiaj legalnie przekroczyć granicę.

Nie można też zapomnieć o zaostrzaniu kontroli granic po atakach z 11 września, moim zdaniem logicznej i uzasadnionej z punktu widzenia przeciętnego Amerykanina. Czy to też nie był zamach na zasady wolności? Był. Czy był potrzebny? Był. Tak więc o co to całe larum?

Oczywiście, Amerykanie mogliby nie przejmować się problemami imigracji – i skończyć jak Francja. Zamiast tego postanowili coś zdziałać i unormować sytuację zanim zostaną postawieni przed faktem dokonanym i będą musieli wysyłać policję do tłumienia zamieszek w gettach.

Tak więc w ramach podsumowania – nie nazwałbym tego zamachem na fundamenty istnienia Stanów Zjednoczonych, ponieważ od początku były one jakoby wypaczone przez przodków Wujka Sama. To po pierwsze. A po drugie, chociaż nie jest to zabieg zbyt skuteczny, to na pewno uzasadniony. Tak więc – cel słuszny (z punktu widzenia Ameryki), tylko środki trochę chybione.

Explore posts in the same categories: Polityka, Świat

3 Comments on “The Wall”

  1. pan Wu Says:

    Widzisz, mi chodziło nie tyle o “odliberalizowanie” się Stanów, co zniszczenie pewnego mitu (wiesz, imigranci obserwujący Statuę Wolności itd.). Osobiście jestem zdania, że USA nie są prawdziwą Ojczyzną Wolności od ponad 200 lat, czyli od czasu kiedy odrzucono koncepcje T.Jeffersona o państwie libertariańskim.

  2. kurak Says:

    A, więc w takim razie zgadzam się z Tobą – mit faktycznie upadł. Przynajmniej mit rozumiany jako “obiegowa opinia”.

  3. Jarek Says:

    “Tak więc – cel słuszny (z punktu widzenia Ameryki), tylko środki trochę chybione.”

    Zgadzam cię z cytowanym zdaniem. A że mit upadł – to też głęboka prawda i sam również o tym właśnie pisałem.


Comment: