Archive for the ‘TV’ category

Nieznane losy Pana Tik Taka

Grudzień 27, 2008

Mam nadzieję, że przynajmniej większość Czytelników pamięta lub chociaż kojarzy, kim był Pan Tik Tak (dla mniej zorientowanych –tzw. theme song). Zniknięcia jego programu z ramówki telewizji publicznej swego czasu nawet nie zauważyłem – byłem zbyt mały, aby przywiązywać wielką wagę do programów telewizyjnych, które później nabierały znamion kultu. Dopiero niedawno zacząłem z nostalgią wspominać dawne czasy „Ciuchci” czy właśnie „Pana Tik Taka”, a przy okazji zastanawiać się, co dalej działo się ludźmi tworzącymi te niezapomniane kamienie węgielne mojej tożsamości oraz wrażliwości. (więcej…)

8-bitu czar

Marzec 31, 2008

Myślę, że bez większego pudła mogę założyć, że lwia część odwiedzających ten zakątek WordPressa kiedyś zetknęła się w swoim życiu z grami wydawanymi na stare ośmiobitowe konsole, w naszym kraju najszerzej reprezentowanymi przez tzw. Pegasusa. Ich niepowtarzalny urok i niezbywalne piętno, jakie odcisnęły w mojej przynajmniej świadomości natchnął mnie do poświęcenia poniższego wpisu dwóm niezwykłym wytworom kultury masowej – amerykańskiemu serialowi animowanemu Code Monkeys i najnowszemu dziełu muzycznemu Boba Ostertaga. (więcej…)

Rezolutny Marian P.

Czerwiec 13, 2007

Prawica RP to partia deklarująca swoje oddanie i przywiązanie do wartości narodowych oraz chrześcijańskich, a szczególnie zaś – katolickich. Dobry katolik powinien szanować Kościół, jego urzędników oraz działania. Logicznie rozumując, posłowie Prawicy RP winni duchownych stawiać jako autorytety w sprawach wiary i organizacji Kościoła, a już szczególnie w sprawach kontaktów między nim a państwem.

Nie dawniej jak kilka dni temu arcybiskup Michalik podczas kazania wprost poparł jedną z opcji politycznych Rzeczypospolitej. Opcją tą była oczywiście Prawica RP. Jako, że konkordat jasno tego zakazuje, jego zachowanie zostało ostro skrytykowane przez nuncjusza apostolskiego, Józefa Kowalczyka. I bardzo dobrze się stało – ktoś powinien przypominać polskim duchownym, po jakim ‚gruncie’ stąpają.

Wczoraj w popularnym programie telewizji TVN, w porze wysokiej oglądalności, jeden z nielicznych członków partii będącej bohaterką dzisiejszego wpisu, Marian Piłka, oświadczył, że nuncjusz apostolski, jeden z najważniejszych dostojników kościelnych w państwie, ambasador  Watykanu i jakby nie było – ważna figura dyplomatyczna, „musiał nie do końca przemyśleć to, co powiedział”.

Aż spadłem z tapczanu. Czyli teraz polscy politycy są bardziej kościelni od samego Kościoła! Jak tak dalej pójdzie, myśliciele pokroju Mariana P. będą ustalać, co jest zgodne z dogmatami, a co jest podłym, heretyckim bluźnierstwem – bo przecież skoro nuncjusz nie do końca przemyślał swoją wypowiedź, to kto wie, czy jakiś kardynał czy nawet sam papież nie okaże się kiedyś „mijać z prawdą”? A wtedy – witaj, Kościele Toruńskokatolicki!

Niepojętym dla mnie jest, jak ktoś może w ogóle pomyśleć o tym, żeby w takich słowach skomentować wystąpienie osoby, która jest oficjalnym reprezentantem innego kraju oraz wyrazicielem woli człowieka, którego ok. 97% społeczeństwa podobno uważa za źródło prawdy objawionej. Jedyne pocieszenie w fakcie, że Marian Piłka i Prawica RP najpewniej do władzy nie dojdą w żadnym dającym się objąć wyobraźnią przyszłym okresie…

Mój koszmar

Grudzień 7, 2006

Każdy zapewne słyszał o rozporkowej aferze w Samoobronie. Chociaż moim zdaniem to grubymi nićmi szyta prowokacja, niezupełnie o tym chciałem dziś napisać. Czytając newsy na portalu Gazety Wyborczej oraz komentarze pod nimi uderzyła mnie jedna sprawa – nikogo nie obchodzi, że to niepotwierdzone rewelacje, słowo przeciwko słowu, etc. Opinia publiczna już wydała wyrok – „gumiaki” na pewno są winne, przecież to ledwo się od pługa oderwało, skandal, i tak dalej.

I w tym momencie nie myślą o tym, że może komuś zależało na takim rozwoju wypadków. Że może ktoś celowo znalazł exkochankę posła Łyżwińskiego, gotową poświadczyć nieprawdę za określone pieniądze. Przecież już raz, pardon my French, puściła się za 4 tys. I nie mówię tutaj o pierwszym zbliżeniu, tylko o momencie poczęcia się jej córki, kiedy to jako radna, członkini rady nadzorczej i pracownica biura poselskiego zarabiała właśnie tyle. Sama się do tego przyznała i nie potrafię tego inaczej ocenić, jeżeli nie robiła tego dla „przyjemności”. Ale nie o tym chciałem.

Chociaż moim zdaniem to właśnie celowa prowokacja przy użyciu exkochanki, to załóżmy, że jednak faktycznie działa ona niezależnie, że Lepper faktycznie zaproponował jej pracę za seks i że przez ten cały czas była szantażowana. Pomijając kwestię tego, czy pierwsze zbliżenie można nazwać to molestowaniem (przecież nie musiała wcale tej pracy przyjmować, o klientach prostytutek też nikt nie mówi, że są molestowane), to zastanawia i, szczerze mówiąc, przeraża jedna sprawa.

Otóż nikt z wypowiadających się w tej kwestii i rzucających błotem nie ma ani jednego pewnego dowodu, że opisywana przez Anetę K. sytuacja faktycznie miała miejsce. Jednak nie przeszkadza to ani mediom, ani opinii publicznej robić wokół ojców i mężów, znowu pardon my Frencz, smrodu. I to jest właśnie mój koszmar – nie chciałbym obudzić się kiedyś w kraju, w którym do oskarżenia, zniszczenia i praktycznie rzecz ujmując skazania człowieka wystarczą słowa, i tylko słowa, innej osoby. Nieważne, czy posłowie Samoobrony naprawdę są winni zarzucanych im czynów, czy nie – ważne, czy można im to udowodnić. Bo jeżeli nie można – to wara od nich.

I uprzedzając zarzuty, że ja sam oskarżam w tym felietonie panią Anetę K. – korzystam z jej własnych słów, kiedy rzucała datami i wysokością swoich zarobków w czasie poczęcia swojej najmłodszej córki. I nie, nie jestem zwolennikiem Samoobrony. I choć może zabrzmi to górnolotnie, ale jestem zwolennikiem prawdy i chcę, aby to nią kierowały się władza, media i opinia publiczna.

Manifestacje

Październik 8, 2006

Wczoraj mieliśmy do czynienia z niezwykłym wysypem manifestacji w naszym pięknym kraju. I to w dodatku w samej jego stolicy. W oderwaniu od polityki jako takiej powiem – bardzo fajnie się oglądało transmisje na TVP 3. Dawno się tak nie uśmiałem…

Przodowała LPR. Miny, którymi raczył widzów p. Wierzejski, smętnie zwisający transparent za plecami tuzów partii, wołający donośnym głosem Roman Giertych, którego słowa były bardziej śmieszne niż chwytające za serce (szczególnie śmiesznie brzmiały w ustach endeka słowa: „Pozdrówmy ich (liderów PO) tradycyjnym polskim pozdrowieniem – gwizdem!” oraz „Prezydent z Sopota czy tam Gdańska” [to o Tusku of course]). Nie sądzę, żeby tym wystąpieniem LPR przekonał do siebie kogokolwiek – a jak już gdzieś pisałem, żelaznego elektroratu i tak nic nie ruszy. Aha, byłbym zapomniał – brawo dla liderów za genialne wykonanie hymnu narodowego.

PiS. Chociaż kwiatków było wiele więcej, skupię się na tych, które widziałem / słyszałem. „Jezus Królem” zdecydowanie najwyraźniej rysował się na tle innych transparentów, tylko pozostawało pytanie – co On ma do tego wszystkiego? Znowu sobie biednym Jezusem gęby wycierają, jak to ktoś trafnie określił. Do tego „Rota”, która idealnie wpasowała się w groteskowo – psychodeliczny nastrój panujący na wiecu. A raczej nie ona, co jej obecność na tymże wiecu, będący w niektórych momentach żywym pomnikiem postmodernizmu.

Na tym tle najlepiej wypadło PO. Przynajmiej transmisja nie pokazała nic, z czego można by było się pośmiać czy też złorzeczyć. No, może nie licząc wzajemnego anonsowania się przez liderów Platformy.

Było śmiesznie. A ja głupi myślałem, że na tych wiecach zostaną przedstawione jakieś chociażby merytoryczne argumenty, wytyczne, plany. Widać za mało jeszcze się znam na polityce.

Prawie jak Białoruś

Wrzesień 26, 2006

Dzisiaj podczas oglądania dziennika, nie pamiętam już na której stacji, wydałem z siebie długi, donośny śmiech, kiedy usłyszałem komentarz pana Giertycha na temat pewnej sytuacji. O co chodziło?

Otóż – w niedługim czasie na ulicach Warszawy ma odbyć się marsz zwolenników PO w okazji zbliżających się wyborów na prezydenta naszej stolicy. Że niby wszyscy Polacy są z nimi czy jakoś tak, akurat wchodziłem do pokoju, w którym był włączony telewizor. Jednocześnie, zwolennicy LPR zgłosili do pełniącego obowiązki prezydenta miasta stołecznego zamiar zorganizowania kontrmarszu (pan Wierzejski użył sformułowania, że chcą pokazać, iż PO nie ma po swojej stronie większości). Czyli, mamy potencjalnie nieprzychylnie nastawione wobec siebie „manifestacje”. Cóż, pan Marcinkiewicz zaakceptował nakładające się trasy marszów w ciągu jednego dnia i o podobnych godzinach, tak, że może dojść do spotkania. Trudno. Pani Gronkiewicz-Waltz określiła to jako błąd, jakoby nie powinno dojść do takiego spotkania. I ja się z nią zgadzam.

Tutaj nastąpił komentarz lektora – i na wizji pojawił się pan minister edukacji, który ze srogą miną oświadczył „To praktyki rodem z Białorusi„.

Zabawne, że facet*, który tak bardzo protestował przeciwko Marszowi Równości i w którego ideologię niejako wpisana jest „sztywność” obyczajowa, który nie kryje się ze swoimi dość radykalnymi i małoliberalnymi pomysłami określa racjonalne podejście do sprawy „rodem z Białorusi”. Naprawdę, zabawne.

A, no przy okazji – minister edukacji wysłał swoje dzieci do szkoły prywatnej. Też zabawne.

*żeby nie było – nie podpisuję się pod modnym ostatnio narzekaniem na wszystko, co robi / mówi Giertych – nie należę też do jego zwolenników. Staram się być obiektywny.